W morzu archiwalnych zdjęć łatwo coś pominąć – warto jednak każdą fotografię oglądać uważnie, bo być może kryje wskazówki niewidoczne na pierwszy rzut oka.
Mam taki nawyk, że w pierwszej kolejności zaglądam na tylną kartę zdjęcia, na rewers. Chcę jak najszybciej dowiedzieć się, czy kryje on jakieś wskazówki, zapiski, pieczątki – ślady, które pozwoliłby mi rozpocząć budowanie układanki o postaciach z fotografii. W zaglądaniu na rewers jest więc oczekiwanie i skupienie, bo rewers to miejsce ukryte, oddalone ode mnie ruchem nadgarstka, a jednocześnie stamtąd właśnie można wydobyć historie obecne na zdjęciu[1].
Portret trzech kobiet z początku XX wieku wykonany został w atelier „Helios” Jakuba Golsa w Białej koło Bielska. Na rewersie pyszni się karta reklamowa zakładu fotograficznego, na frontowej obwolucie znalazło się miejsce na nazwę zakładu. Zdjęcie udostępniła Fundacja Przestrzeń Kobiet
No więc Biała koło Bielska. Uśmiecham się, że przeglądając materiały na portalu Zbiory Społeczne trafiłam akurat na to zdjęcie – do Bielska-Białej jeździłam do liceum, wyszperanie fotografii było dość przypadkowe, a może właśnie nic nie jest przypadkowe. Historia tego miasta to opowieść o sąsiedztwie geograficznie bliskim, ale oddzielonym granicą zaborów w sposób zasadniczy. Dopiero w 1951 roku, po wielu wiekach funkcjonowania jako dwie różne miejscowości, małopolska Biała – a wcześniej Biala pod zaborem austriackim – została przyłączona do śląskocieszyńskiego Bielska – a wcześniej Bielitz pod zaborem pruskim. Granicą między tymi dwoma światami była rzeka Biała, pamiętam codzienne jej przekraczanie jakbym przechodziła na drugą stronę lustra, choć wokół mnie życie toczyło się niezmienione.
Co ciekawe – i ważne w kontekście portretu trzech kobiet – miejscowości miały wóczas swoje przydomki: „Manchester południa” – bo był to trzeci ośrodek włókienniczy Austro-Węgier po Brnie i Libercu, a po 1918 roku drugi po Łodzi; „Wiedeń północy”, ze względu na liczne do dziś przykłady architektury secesyjnej, wzorowanej na jednej ze stolic ówczesnych Austro-Węgier. Na pocztówkach z przełomu XIX i XX wieku interwały tkanki miasta wyznaczają fabryczne kominy i wielkomiejskie kamienice przemysłowców[2].
Oddalam się od geopolityki pagórkowatego miasta i wracam do fotografii trzech kobiet.
Na uwagę zwraca fryzura kobiety stojącej pośrodku, czuję, że jest w niej (w kobiecie, i we fryzurze) coś specjalnego. Nosi ona wyraźne fale marcelowskie, czyli wykonane specjalnym żelazkiem w kształcie szczypiec, upięte do góry w stylu pompadour w kształcie litery V. To formalne upięcie, trudne do wykonania i wymagające czasu oraz sporych umiejętności , które już wkrótce miało stać się zupełnie niemodne.
Tak naprawdę niewiele wiemy o kobietach ze zdjęcia, nie znajduję też innych źródeł, które pomogłyby w pracy. Prosta i wstępna interpretacja byłaby więc taka, że może to matka i dwie córki, może pochodziły z rodziny bialskich przemysłowców, a może były w mieście tylko przejazdem. Ale tak naprawdę tego nie wiemy, musimy iść dalej, wyłowienie zdjęcia ze zbiorów społecznych okazuje się dopiero początkiem drogi. Spoglądam jeszcze na suknie – są zgodne z propozycjami ówczesnych pism modowych, łatwo je odnaleźć choćby w „Tygodniku Mód i Powieści”.
Mimo pewnego braku, takie zdjęcie może stać się początkiem opowieści – o mieście, o modzie, o obyczajach, o życiu codziennym.
***
W zmienionej wersji tekst ukazał się jako post w cyklu „Poznaj zbiory społeczne” w mediach społecznościowych Centrum Archiwistyki Społecznej. Co tydzień, spośród setek tysięcy fotografii i dokumentów wybieramy i prezentujemy kolejne zbiory społeczne.
Marta Michalska